niedziela, 3 lipca 2011

I don't love you like I did yesterday...

Kochanie... jadąc autobusem zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo się zmieniliśmy, jak bardzo zmieniła nas Miłość... Kochamy się w zupełnie inny sposób. Wiem, że to czytasz, dlatego zwracam się już bezpośrednio do Ciebie. Dlaczego? Bo chcę Cię przeprosić. Za złamanie obietnicy... Za kupienie skarpetek... Głupia sprawa, co?

Jesteś teraz na mnie zły. Zasypiasz, piszesz mi smsa, żebym już więcej nie pisała, a ja siedzę tu sama, w oczach zbierają mi się łzy i piszę to. Nie chcę, żebyś się na mnie gniewał. Nie za skarpetki. Może dlatego nie potraktowałam tej obietnicy naprawdę poważnie - nie kupiłabym Ci szelek, paska, spodni... Ale skarpetki za 5zł? Myślę, że to nie jest kłopotliwy prezent... Jest mi przykro, bo powiedziałeś, że ich nie chcesz. Jesteś na mnie wściekły... Niepotrzebnie mówiłam Ci o tym na noc, przez telefon... Ale taka już jestem. Widocznie tak właśnie miało być - miałeś się na mnie pogniewać, a ja miałam sobie z tym poradzić.

O co chodzi w tym blogu? O mówienie o Tobie tych wspaniałych rzeczy.

I w tym poście także. Wiesz czemu? Bo wspaniałe jest to, że zawsze, mimo że się pokłócimy, wybaczamy sobie. Kochanie, wiem, że jutro mi wybaczysz w pełni. Przestaniesz się gniewać. I jestem pewna, że gdy dam Ci te skarpetki [nie wiem, czy na pewno jutro], uśmiechniesz się. Nie wiem dokładnie, który to będzie uśmiech, ale wyobrażam sobie różne opcje... Wiem, że mnie kochasz. Nawet teraz, gdy prawie płaczę, wiem to. Ty mi dałeś taką gwarancję. Ty mi to zapewniłeś. Ty mnie tego nauczyłeś. Ty mi to obiecałeś. I wiem, że nie złamiesz obietnicy, bo jest ona ważna. Nie błaha, jak kupno skarpetek. Tak samo czasem zapominasz napisać mi smsa gdy dojedziesz. Albo obiecujesz, że będziesz jechał wolno. Nie jestem do końca przekonana czy tak się dzieje. Ufam Ci i wiem, że nie zrobiłbyś nic głupiego, ale pewnie nie jedziesz wolniej niż zazwyczaj.  Chociaż mogę się mylić. Jesteś kochanym facetem.

Będąc w Twoim pustym pokoju, popryskałam bluzę Twoim perfumem. Czuję Twój zapach, mimo że jesteś kilkadziesiąt kilometrów stąd... I mam Twoje skarpetki. Co prawda jeszcze Ci ich nie dałam, ale dam. Dziwnie mi z tym, że nie wzięłam tej obietnicy tak do końca na poważnie. Ale kurcze, one były przecenione! Kosztowały 5 zł : (

Wiem, że jestes kochany i jutro juz będziemy się z tego śmiać, ale teraz mi źle i trochę się boję, że jednak nie będzie nam tak wesoło...

Chciałam dobrze, wyszło źle.
Chciałam być kochana, wyszłam na kłamcę.
Chciałam sprawić że się uśmiechniesz, sprawiłam że jesteś zirytowany.

Chciałeś żebym była szczęśliwa, jestem szczęśliwa.
Chciałeś żebym czuła się kochana, czuję się kochana.
Chciałeś, żebym czuła się przy Tobie bezpiecznie, czuję się.

Wszystko Ci się udaje. I na tym polega Twoja wspaniałość (ale nie tylko).

Dziękuję za przymierzalnię i za 21 miesięcy...
Jeszcze raz przepraszam za złamanie obietnicy.
Mam nadzieję, że gdy to czytasz, to już się nie gniewasz...
Może nawet się uśmiechniesz?



A, i nie napiszę Ci nic... Tak jak prosiłeś. Poczekam na Twój ruch... Pierwszy raz. Może w końcu mi się uda? Chciałabym być kochana...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz