niedziela, 1 listopada 2015

Pewnie...

Od ponad sześciu lat trwam w szczęściu. Bez Niego jestem naprawdę jak bez części ciała.
Byłabym głupia, gdybym tego nie dostrzegła.
Mam tak wiele.
Ale ostatnio stresów też mam wiele. Gdyby nie Jego obecność, to nie wiem co...

Do tego wszystkiego jeszcze obecność Boga.

Jak to wszystko pięknie do siebie pasuje. Jak my do siebie pasujemy!
W normalnych warunkach właściwie nie rozstajemy się na krok (nie licząc wizyt w toalecie i nie biorąc studiów i pracy za warunki normalne).

Dla mnie warunki normalne to D O M. Ale dom jako stan, a nie miejsce.
A warunki optymalne: leżeć opatulonym w kołdrę.
Leżenie to moja pozycja default.
A jak jest ciepło i milusio, to już w ogóle.

Czasem nie potrafiłam docenić w Nim pewnych rzeczy od razu, jednak po czasie okazały się mi niezbędne.

Miło jest po sześciu latach związku wspominać tą fazę początkową, kiedy wszystko było takie świeże, niepewne, nieodkryte, zagadkowe.
Miło jest ją wspominać dlatego, że wiem, dokąd mnie zaprowadziła: właśnie do tego momentu mojego życia, który pod względem Miłości na pewno jest P E W N Y, U Ł O Ż O N Y, może nawet trochę O C Z Y W I S T Y, co dla niektórych byłoby niechcianą rutyną, ale dla mnie jest najprawdziwszą radością. Lubię stałość. Lubię, jak wszystko jest na swoim miejscu (mimo, że zwykle w domu mam bałagan). Lubię wiedzieć, czego się spodziewać, mimo, że lubię też niespodzianki. Lubię czuć się P E W N I E. W Miłości, najważniejszym aspekcie, się czuję. Ale pozostałe sektory ostatnio troszkę nawalają z tą pewnością.

Właściwie nie wiem, co się stało. Było jakby z górki, i nagle ocknęłam się wspinając się po stromej skale, z której właściwie nie ma odwrotu, mogę iść tylko dalej albo spaść.

No to idę. Ale już trochę na wyczerpaniu.

Prozaicznie mam wrażenie, że akurat na tym niewysokim szczycie będą akurat...


W A K A C J E.

Praca nauczyciela nie jest łatwa. Szczególnie T A M.
A może wcale nie szczególnie tam?
Nie mam przecież porównania.

Jednak jest mi ciężko.
Nie z powodu uczniów.


Jak dobrze, że Go mam.

Najlepszym lekarstwem na moje smutki jest NIE Persen, a przytulenie!!!

Polecam serdecznie wszystkim przytulenie kochanej osoby.


:) I przyszłej sobie też... :)