sobota, 27 sierpnia 2011

We're just two lost souls swimming in a fish bowl

Przez chwilę adres bloga zmieniłam na "bowzyciupieknesatylkochwile", gdy było nam źle. Ale to była własnie chwila.
Jednak stara nazwa jest lepsza. I lepiej oddaje moje życie z Nim.


Dziś przerósł samego siebie. Miałam okres. Pojechałam Go obudzić. Później rozbolał mnie brzuch. Mój Mężczyzna pojechał mi po nospę, a gdy wrócił, był tak mokry, jakby wyszedł właśnie z wody. Starał się dziś dla mnie jak nigdy. Opiekował się mną. Przynosił mi picie, robił tosty, dbał o mnie. Nawet wziął mnie na barana, gdy nie miałam siły iść. Głaskał mnie po głowie i przytulał. I potrafił się nawet powstrzymać.
Fakt, że trochę zrzędził, jak to On. Ale takiego Go właśnie kocham.
I nikt nie kocha mnie bardziej niż On. Przy Nim czuję się najbezpieczniej.
Mój Mężczyzna wie już, jak o mnie zadbać.
Może i jest teraz straszliwie zmęczony, ale wierzę, że jest też straszliwie szczęśliwy : )

czwartek, 25 sierpnia 2011

Be happy

Kocham Cię. I jestem szczęśliwa, mimo mojego nieogarniętego płaczu.
Tylko kochaj mnie.
I bądź cierpliwy...
Wytrzymaj ze mną, a obiecuję, że będziesz szczęśliwy. Obiecuję. Przysięgam.
Więc śpij dobrze, bo chyba niedługo pójdziesz spać.

środa, 24 sierpnia 2011

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

piątek, 12 sierpnia 2011

Disorder and confusion everywhere

Chwilowo jestem załamana. Tęsknię za Nim. Ale to nie to mnie dobiło. Dobija mnie wszechobecna rozpacz. Rozpacz ludzi, którzy są mi w jakiś sposób bliscy. Rozpacz płynąca ze śmierci siostry kumpla z klasy. Urósł strasznie w te wakacje. I ten metr dziewięćdziesiąt chłop jest teraz doszczętnie załamany. Nigdy się z nim jakoś specjalnie nie przyjaźniłam. Jednak wiadomo, bycie razem w klasie to już powód, aby po prostu czasem ze sobą rozmawiać. I odczuwam teraz jego rozpacz. To mnie przygnębia. Tak jakoś wszystkim jest teraz źle. Innego kumpla rzuciła dziewczyna i się złamał. Mówią mi wszyscy o tym wszystkim, żalą się, później ja to przeżywam, nasila się tęsknota, strach o Niego. Boję się. Będzie wracał sam. Ufam Bogu i będę się modlić o szczęśliwą drogę powrotną dla Niego. On jest całym moim szczęściem. I w takich momentach jak ten, docenia się to i zauważa, jak bardzo Ktoś jest dla Ciebie ważny. Jak bardzo Cię uszczęśliwia. Jak bardzo nie mozesz bez Niego żyć. I ja bez Niego nie mogę.

Dziękuję, że jesteś! I uważaj na siebie. Masz dla Kogo - dla mnie.



///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////


Zbyt długa i niehamowana tęsknota zobojętnia. Na wszystko. Potrzebuję gestu z Jego strony. Potrzebuję Go, by wciąż być najszczęśliwszą na świecie...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

The piano keys are black and white

Tęsknię za Nim. Obiecałam, że wszystko sobie przemyślę... Że się wyspowiadam... Na razie zrobiłam jeden, a może dwa kroki naprzód. Ale to jeszcze nie wszystko.

A On? On jest moim Szczęściem. Jest wymarzony. I cieszę się, że jest szczęśliwy będąc teraz daleko ode mnie.

Chcę żyć według tego, czego mnie nauczył.

Kocham Cię.

////////////////////////////////////////////////

Radziłam sobie świetnie. Bez ani cienia smutku. Aż do czasu, gdy zobaczyłam go dostępnego na Fejsbuku. Oczywiście natłok myśli typu "dlaczego do mnie nie napisał?!"... i moje radzenie sobie się skończyło...

Muszę się ogarnąć. Znowu.

Okazało się, że był na chwilę i nie zdążył napisać. Ech.


niedziela, 7 sierpnia 2011

I would hold you in my arms

Dziś, gdy wracałam autokarem bez Niego, myślałam o śmierci, a konkretniej o tym, że wiele rzeczy w ludziach doceniamy niestety dopiero po ich śmierci. Ludzie często zauważają rację w słowach tych, którzy już nic więcej powiedzieć nie mogą. Po ostatnich doświadczeniach tego, jaka jestem bezsilna wobec samej siebie, jak wiele błędów popełniam ( i to w kółko tych samych) i jak często ranię, postanowiłam przemysleć swoje życie i zasady, którymi się w nim kieruję... Okazuje się, że w dużej mierze kieruję się niestety emojami, przez co później rodzą się problemy, których żałuję.

Znam tego Faceta DWA lata. Niby mało. A czego się od Niego nauczyłam?

Przede wszystkim nauczyłam się, że nie zawsze mam rację, nawet wtedy, gdy jestem pewna, że ją mam.
Dostrzegłam, że "kobieca duma" wale nie jest niczym dobrym ani naturalnym.
To On wdrożył mnie w życie. Pokazał mi jakie jest naprawdę. W tej kwestii jest trochę jak starszy brat.
Nauczył mnie oszczędzać. Pokazał, że nie należy oceniać po etykietce.
Nauczył mnie jeździć na rowerze.
Stara się pokazać mi, że ludzi nie są tak źli, jak mi się wdaje.
Cały czas uczy mnie żyć wśród ludzi.
Pokazał mi, że jeśli wymagam czegoś od kogoś, najpierw powinnam wymagać tego od siebie.
Pokazał mi, jak wiele nieścisłości i sprzeczności jest w moim życiu, w moich myślach, w moich zasadach, w moim zachowaniu.
Stara się przekonać mnie, że jestem piękna i dobra.
Uszczęśliwił mnie.
Ciągle mówi mi, że życia nie należy brać zbyt poważnie.
Ten Facet mnie wspiera. Zawsze, gdy będę Go potrzebować - będzie. Uwieszałam się na jego ramieniu przez około 200 kilometrow, pozostałe około 80 idąc z Nim za rękę tak mocno, że spuchły Mu palce.
Uczy mnie, że do starszych należy mieć szacunek.
Uczy mnie utrzymywać porządek.
Nauczył mnie gotowac.
Wskazał mi, że czasem czegoś po prostu robić nie wypada.
Uczy mnie cierpliwości.

I wielu, wielu innych rzeczy mnie nauczył, uczy i będzie uczył.

Doceniam to, jak cudownego mam Mężczyznę.
Dziękuję!

Chcę żyć tym, czego mnie nauczyłeś.