środa, 27 lipca 2011

Voulez-vous

Mój Mężczyzna całował mnie dziś około 1000 razy. I na każde słowo "Aha" piosenki Voulez-vous.
Mój Mężczyzna przyznał mi dziś rację.
Mój Mężczyzna śpiewał mi po rosyjsku.
Mój Mężczyzna mnie kocha.

wtorek, 26 lipca 2011

Another day

Dziś mój Mężczyzna zaopiekował się mną. Tulił. Całował. I pozwolił zasnąć gdy u Niego gościłam, mimo że tak nieładnie. I pokazał mi bardzo fajny film. I nakarmił mnie. I przyodział. I pojechał po zapiekanki. I dał mi wiele szczęścia. I przyjemności. I grał mi na gitarze! Pięknie grał. I pozował do zdjęć. Cudnie wychodził. I umył mnie...

Mój Mężczyzna się stara.
Zależy Mu na mnie.

czwartek, 7 lipca 2011

Wish you were here

Po prostu Go kocham.



I nie mogę się doczekać jutra. To będzie nasz dzień.
Wszystko się uda.
I - kurcze - nie pokłóćmy się jutro, dobrze?
A właściwie to dzisiaj...

Teraz zasnę sama.
On już śpi. Pewnie wygląda słodko. Skulony czy wyprostowany? Na prawym czy lewym boku? Jak ma ułożone ręce?

Gdybym tam była z Nim, obcałowałabym Go całego.

Po prostu Go kocham.

wtorek, 5 lipca 2011

Search for a better way

I znów On uświadomił mi, że wszystko robię źle.
Miałam tyle planów na wakacje - prawie żadnego nie zrealizowałam.
Siedzę przy komputerze i oglądam seriale. Może i są fajne, ale czy warte tego, żebym zawiodła mojego Faceta i SAMĄ SIEBIE? Nie. On ma rację. Muszę z tym skończyć.

Martwi mnie tez to, co pomyślał o swojej mamie. A konkretniej o tym, że to dla mnie jakiś ciężar. Ani przez sekundę dzisiaj ani nigdy nie pomyślałam o Jego mamie w taki sposób. Wręcz zawsze miałam ochotę jakoś pomóc. Dziś wreszcie mogłam jakkolwiek okazać moją pomoc. I przykro mi, że tak pomyślał. Mówi, że już tak nie myśli. Ale ja cały czas mam wrażenie, że to gdzieś w Nim tkwi. Ja chciałabym zrobić wszystko, aby uszczęśliwić Mu życie. A skoro chcę uszczęśliwić Jemu życie, to chcę też uszczęśliwić życie Jego bliskich. I siostrze, i mamie, i bratu. Może brat tego nie potrzebuje, siostra w sumie też nie aż tak, ale mama raczej potrzebuje pomocy. I NIGDY w życiu nie będzie dla mnie ciężarem, tak samo jak nie byłby On, gdyby to On jej potrzebował.
A gdyby osoba, o której mówiliśmy potrzebowała pomocy, otrzymałaby ją ode mnie. Mogłabym z nią przejść całe miasto. Ale jeśli nie muszę, i nie jest to ktoś mi szczególnie bliski, i tej pomocy nie potrzebuje - ograniczę się do przejścia z przystanku na miejsce docelowe. Myślę, że to nie świadczy o mnie źle. Boję się, że teraz źle o mnie mysli. I cały czas tkwi w tamtym błędnym przekonaniu. Głupio mi teraz i smutno.

Kochanie, proszę, nie myśl tak nigdy więcej. Powiedziałam tak o innej osobie dlatego, że nie wyobrażałam sobie przebywać z nią tak długiej drogi, tym bardziej że tu sposób pomocy różni się od pomocy Twojej mamie. I nie jest to ktoś, z kim naprawdę chciałabym zjeść obiad. Lubię ją, ale tak po prostu. Nie jest to dla mnie nikt szczególny. A jak zawsze bardzo chciałam się spotkać z Tobą. I źle wszystko zrozumiałeś. Zwykle, gdy rozmawiamy w nocy, źle coś odbierasz. Kocham Cię.

Dlatego właśnie nigdy żadna pomoc Tobie ani Twoim bliskim nie była, nie jest i nie będzie dla mnie ciężarem. I pomaganiem Tobie nigdy się nie zmęczę, choćbym i Ciebie samego miała przenieść na drugi koniec świata. Pewnie zajęłoby to bardzo dużo czasu, ale nie poddałabym się. Mogłabym paść z braku sił, ale nie z tchórzostwa. Nie poddam się. Tak samo nie poddam się w walce z moimi nałogami. I dziękuję, że mnie tak w tym wspierasz. Że pokazujesz mi je. Robisz to co dzień. Ale ja po chwili o tym zapominam, usprawiedliwiam się... Dziś stanowczo postanawiam, że nie mogę marnować czasu na seriale... Mam tyle rzeczy do zrobienia. Muszę czytać, muszę śpiewać, muszę słuchać... Gdy już wpadnę w trans, ciężko mnie wyrwać: z grania w Syberię, z grania w Simsy, z oglądania Monka oraz How I met your mother... Z grania w kulki, z bawienia się JOJO, nawet golenie nóg mnie uzależnia. Mam ochotę to robić nawet gdy są gładkie. Tak samo jak malowanie paznokci. I wiele innych rzeczy. Zwalczę je dla nas. Dla mnie i dla Ciebie. Nie chcę Ci tym sprawiać przykrości.

Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. I choćby był środek nocy, nawet nie pomyślałabym, że to dla mnie jakiś ciężar. Gdy słyszę, że Ty lub ktoś Tobie bliski jej potrzebuje, nawet nie zdążę pomyśleć o czymkolwiek, bo jedyną myślą jaką mam, jest chęć udzielenia tej pomocy. Uwierz mi. Kocham Cię.

Myślę, że dla Ciebie nie byłby to ciężar. Jesteś kochany. Dlatego zaufaj mi. Bo ja też Cię kocham.


DZIĘKUJĘ, że wskazujesz mi moje błędy. Od dziś odwyk serialowy.

It's more than a feeling

Mój kochany Mężczyzna spędził dziś ze mną prawie cały dzień. Było mi cudownie. Na koniec dał popis troskliwości. Mimo że bardzo chciałam i próbowałam Go namówić, nie pozwolił mi grać ze sobą i kolegami w nogę. Na początku byłam zawiedziona i trochę smutna oraz zła. Ale później okazało się, że On jak zawsze miał rację. Zmęczyło mnie już kilkuminutowe ganianie za piłką tylko z Nim. Kochany mój. I troskliwy. Takiego Faceta chciałam! Jeju <3


W dodatku nie chcę się przechwalić, ale coraz lepiej idzie mi jazda na rowerze. Oczywiście też dzięki Niemu. Wszystko dzięki Niemu. Tyle Mu zawdzięczam... Teraz tylko czekam aż mnie stąd zabierze. Mam dość tego miejsca. Tego domu i jego mieszkańców. Mam ich dość w sensie takim, że nie chce mi się już z nimi mieszkać. Chcę mieszkać z Nim. Przy Nim jest moje miejsce. Potrzebuję Go do prawidłowego funkcjonowania.

Zajadam się m&m's-ami. Ciekawe, czy On już zjadł swoje.

Mogłoby być więcej takich dni : )


I wiecie wiecie wiecie co? : )))) Nie płakałam : )

dziękuję.

niedziela, 3 lipca 2011

It's a jungle out there

Kochanie. Pragnę przypomnieć Ci, że ostatni post jaki przeczytałeś to Wednesday's gone. Po prawej stronie w "Wyrazach szczęścia" możesz łatwo przedostawać się między postami. Na dole są najstarsze. Więc teraz czas na "Winner takes it all". Lepiej czytać posty chronologicznie. Bo np. wolałabym żebyś przeczytał wczorajszy (głupiutki) przed dzisiejszym (dojrzalszym). Więc szybciutko, przeczytaj tamte i wracaj tu.




Mój Mężczyzna. Wiecie za co Go uwielbiam? Za to, że jest sobą. Zadziwia mnie ciągle tym, że jest sobą i w tym wszystkim jest wspaniały. Dziś znów Go zawiodłam. Ciągle popełniam głupie błędy i sprawiam Mu przykrość. Ale odkryłam właśnie tego dobrą stronę... Dzięki temu Go bardziej doceniam. Widzę swoje błędy i nie widzę ich u Niego. U Niego widzę anielską wręcz cierpliwość, czasem wybuchowość, ale zawsze jednak łagodność. On nie potrafi się na mnie naprawdę długo gniewać... Czasem, jak nie trafię w godzinę (np. późno w nocy) lub gdy ma zły dzień, to nie panuje nad tym i potrafi być wściekły, nie zauważając, że sprawia mi przykrość. Ale zawsze, gdy Mu minie, jest najkochańszy na świecie. Dziś na przykład, gdy wracaliśmy z dworca, powiedział coś, co sprawiło że uznałam, że jest wspaniały. Nie pamiętam co to było : (
Ale pamiętam tez inną rzecz, dzięki której znów uświadomiłam sobie, jakiego mam Cudownego Mężczyznę. On potrafi zauważyć rzeczy, których inni ludzie nie widzą! (jasne, przecież zauważył we mnie kogoś pięknego, wspaniałego i kochanego) Dziś zauważył, że nasz dworzec można wykorzystać w jakiś dobry sposób, np. zagospodarować wolne pomieszczenia restauracjami, lub czymkolwiek, co przynosiłoby jakiś pożytek, zamiast budować takie rzeczy lub stawiać budki z fastfoodami obok dworca. Ten Facet logicznie myśli. Za to Go uwielbiam. Cudowne jest też to, że mimo jakiegokolwiek powątpiewania, potrafi podejść ze mną do witryny sklepu z meblami i je oglądać, zatrzymywać się przy domkach szeregowych i rozmawiać o tym, gdzie moglibyśmy mieszkać... Jestem z Nim naprawdę szczęśliwa. I wiem, że kiedyś nadejdzie dzień, gdy mój Ukochany Chłopak uświadomi sobie, że czas coś zmienić w naszym życiu, a gdy zobaczy, że jest już na to gotowy, zapyta mnie zupełnie poważnie, czy zostanę Jego żoną. Moja odpowiedź jest oczywista już dziś. Ale wiem, że zapyta.
Kolejna rzecz, którą w Nim uwielbiam? To, że potrafi być stanowczy, gdy nagrzeszę. Kiedy Jemu zdarzało się kiedyś zrobić coś głupiego, wybaczałam Mu zawsze szybko i zwykle do tego nie wracałam. Ale On sam potrafił zrozumieć swoje błędy i nigdy żadnego nie powtórzył. Kiedy ja robię coś głupiego, to On nawet po wybaczeniu czasem mi to wypomina i jest troszkę zły. Mimo, że wcześniej zrozumiałam błędy. I myślę, że może jednak to dobrze. Bo bardziej to wtedy do mnie trafia. Jest mi źle dwa razy, a nie raz i dwa razy  uświadamiam sobie jakie to było głupie, dlatego mam większą gwarancję, że nie zrobię tego znowu (a i tak czasem robię).
Chciałabym być kochana. Chciałabym dać Mu więcej, niż tylko skarpetki... Chciałabym, żeby tak jak ja miał co doceniać w swojej drugiej połówce. Chciałabym, żeby mógł na mnie polegać, nie wiem czy tak jak ja na Nim. Chciałabym, żeby mógł na mnie polegać bardziej. Chciałabym dawać Mu więcej szczęścia, niż smutku czy zawiedzenia. Chciałabym już w końcu przestać płakać (mimo że moje łzy na Niego działają tak, że przestaje się gniewać nawet za skarpetki, naśladuje mój płacz i mnie tym rozbawia i to jest kochane!). Czasem robię podczas płaczu słodkie minki, bo wiem że na Niego działają. Ale On tez wie, kiedy robię słodkie minki specjalnie, a kiedy naprawdę płaczę. (Wiesz, prawda? : D ) Chciałabym, aby mój Mężczyzna mógł się kiedyś pochwalić naszym dzieciom, że byłam kochaną dziewczyną... Ja uwielbiam chwalić Go wszystkim. Bo jest cudowny. Jest moim skarbem. Ale nie zakopałabym go w ziemi <3
W dodatku jest cudowny, przystojny, idealny... I ma ładne, nowe, brązowe spodnie. Nie mogę się doczekać, aż go w nich zobaczę. Co prawda jest jedna rzecz, której mi brakuje. Chciałabym, żeby czasem za mną tęsknił. Mówi, że nigdy za nikim nie tęsknił. Czyżby nie umiał tęsknić? Bo tęsknienie jest bolesne, ale kochane... Ja nawet teraz tęsknię, mimo że godzinę temu się widzieliśmy ( i prysnął mi na kark swoim perfumem). Bo czym jest tęsknota? Tęsknota jest myśleniem sobie "chciałabym Go teraz przytulić" lub "chciałabym dziś przy Nim zasnąć" albo chociażby "szkoda, że Go tu teraz nie ma". Tęsknota jest pragnieniem bycia przy kimś, kto jest teraz daleko. Może być silniejsza lub słabsza. Moja tęsknota nasila się z czasem. Im dłużej Go przy mnie nie ma, tym bardziej chciałabym, żeby był. Tęsknota sprawia, że jestem w stanie zrobić wiele, aby się przy Nim znaleźć. Tęsknota pozwala mi robić rzeczy, na które normalnie nie mam siły. I mimo że to raczej smutne uczucie, to jednak doceniam jego wartość. Tęsknota jest wartościowa, bo pozwala w spokoju pomyśleć o kochanej osobie i docenić jej wszystkie cechy, które przecież tak kochamy... To własnie tęskniąc, piszę zawsze tutaj posty. Tęskniąc, uświadamiam sobie jak bardzo Go kocham. Tęskniąc bardziej, cieszę się bardziej z nowego smsa czy kiedy dzwoni.

Dla Niego właśnie chciałabym już nigdy nie zapłakać. Dla Niego byłabym w stanie to zrobić, ale to cholernie trudne. Myślę, że trochę niemożliwe. Ale spróbuję. Na dobry początek: postaram się nie zapłakać jutro  : )
Dla Niego byłabym wstanie objechać cały świat w poszukiwaniu kapelusza, który Mu pasuje. Jeśli tylko zechce, zrobię to.
Dla Niego byłabym wstanie złamać wszystkie moje życiowe zasady, nawet przekląć i przebić uszy.
Dla Niego byłabym w stanie zrobić wszystko (poza skoczeniem z okna na beton, dokonaniem aborcji i innymi żałosnymi rzeczami, o które On nigdy mnie nie poprosi, bo nie będzie tego chciał).

To wspaniały facet. I pewnie życzyłabym takiego wszystkim, gdyby nie fakt, że takich nie ma wielu. W sumie tylko jeden jest TAKI. Inni niektórzy też są w porządku, ale nie mogę Wam życzyć takiego jak mój, bo to znaczyłoby, że Go nie chcę : ) Mój jest tylko jeden. I nie zamierzam Go nikomu oddawać. Myślę, że mimo wszystko jest w dobrych rękach. Obiecuję Wam, które chciałybyście takiego idealnego Mężczyznę, że zadbam o Niego. Tak, jak On na to zasługuje (a zasługuje!). Możecie być spokojne. Ten Facet będzie szczęśliwy. Ze mną. Już ja tego dopilnuję. : )

I don't love you like I did yesterday...

Kochanie... jadąc autobusem zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo się zmieniliśmy, jak bardzo zmieniła nas Miłość... Kochamy się w zupełnie inny sposób. Wiem, że to czytasz, dlatego zwracam się już bezpośrednio do Ciebie. Dlaczego? Bo chcę Cię przeprosić. Za złamanie obietnicy... Za kupienie skarpetek... Głupia sprawa, co?

Jesteś teraz na mnie zły. Zasypiasz, piszesz mi smsa, żebym już więcej nie pisała, a ja siedzę tu sama, w oczach zbierają mi się łzy i piszę to. Nie chcę, żebyś się na mnie gniewał. Nie za skarpetki. Może dlatego nie potraktowałam tej obietnicy naprawdę poważnie - nie kupiłabym Ci szelek, paska, spodni... Ale skarpetki za 5zł? Myślę, że to nie jest kłopotliwy prezent... Jest mi przykro, bo powiedziałeś, że ich nie chcesz. Jesteś na mnie wściekły... Niepotrzebnie mówiłam Ci o tym na noc, przez telefon... Ale taka już jestem. Widocznie tak właśnie miało być - miałeś się na mnie pogniewać, a ja miałam sobie z tym poradzić.

O co chodzi w tym blogu? O mówienie o Tobie tych wspaniałych rzeczy.

I w tym poście także. Wiesz czemu? Bo wspaniałe jest to, że zawsze, mimo że się pokłócimy, wybaczamy sobie. Kochanie, wiem, że jutro mi wybaczysz w pełni. Przestaniesz się gniewać. I jestem pewna, że gdy dam Ci te skarpetki [nie wiem, czy na pewno jutro], uśmiechniesz się. Nie wiem dokładnie, który to będzie uśmiech, ale wyobrażam sobie różne opcje... Wiem, że mnie kochasz. Nawet teraz, gdy prawie płaczę, wiem to. Ty mi dałeś taką gwarancję. Ty mi to zapewniłeś. Ty mnie tego nauczyłeś. Ty mi to obiecałeś. I wiem, że nie złamiesz obietnicy, bo jest ona ważna. Nie błaha, jak kupno skarpetek. Tak samo czasem zapominasz napisać mi smsa gdy dojedziesz. Albo obiecujesz, że będziesz jechał wolno. Nie jestem do końca przekonana czy tak się dzieje. Ufam Ci i wiem, że nie zrobiłbyś nic głupiego, ale pewnie nie jedziesz wolniej niż zazwyczaj.  Chociaż mogę się mylić. Jesteś kochanym facetem.

Będąc w Twoim pustym pokoju, popryskałam bluzę Twoim perfumem. Czuję Twój zapach, mimo że jesteś kilkadziesiąt kilometrów stąd... I mam Twoje skarpetki. Co prawda jeszcze Ci ich nie dałam, ale dam. Dziwnie mi z tym, że nie wzięłam tej obietnicy tak do końca na poważnie. Ale kurcze, one były przecenione! Kosztowały 5 zł : (

Wiem, że jestes kochany i jutro juz będziemy się z tego śmiać, ale teraz mi źle i trochę się boję, że jednak nie będzie nam tak wesoło...

Chciałam dobrze, wyszło źle.
Chciałam być kochana, wyszłam na kłamcę.
Chciałam sprawić że się uśmiechniesz, sprawiłam że jesteś zirytowany.

Chciałeś żebym była szczęśliwa, jestem szczęśliwa.
Chciałeś żebym czuła się kochana, czuję się kochana.
Chciałeś, żebym czuła się przy Tobie bezpiecznie, czuję się.

Wszystko Ci się udaje. I na tym polega Twoja wspaniałość (ale nie tylko).

Dziękuję za przymierzalnię i za 21 miesięcy...
Jeszcze raz przepraszam za złamanie obietnicy.
Mam nadzieję, że gdy to czytasz, to już się nie gniewasz...
Może nawet się uśmiechniesz?



A, i nie napiszę Ci nic... Tak jak prosiłeś. Poczekam na Twój ruch... Pierwszy raz. Może w końcu mi się uda? Chciałabym być kochana...

sobota, 2 lipca 2011

The winner takes it all

Między nami miłosny remis. Jesteśmy idealni. Dziękuję, że jesteś.


Mój Mężczyzna powiedział mi dziś coś ważnego. Powiedział mi, że mnie kocha, że chce być moim mężem i żebym go nigdy nie zostawiła. Jak mogłabym Go zostawić? To istny Cud. Pod każdym względem.
Cudowny charakter. Cudownie kocha. Cudownie wygląda. Cudownie całuje. Cudownie daje mi dużo radości, szczęścia, przyjemności i wszystkiego, czego potrzebuję.
Taki Ktoś to Skarb.


A jutro znów podbijamy "stolicę".
Chyba jednak zielone, co? : )